Jak zacząłem lubić Hiszpanię
Meleks1498 September 7th, 2009
Wśród enklaw dobrej pogody w promieniu kilku tysięcy kilometrów od Polski Hiszpania jest chyba najciekawszym miejscem. Wydaje się, że nigdy nie pada tam deszcz. Zarówno w lecie jak i w okresie zimowym jest słoneczna pogoda, rzadko kiedy zdjęcia pokazują chmurzyska na niebie. Ogólnie idylla. Dobre jedzenie. Względnie niedrogo. Intensywny rozwój gospodarczy kraju w ostatnich latach również wyraźnie zmienił kraj. Hiszpania lat 80-tych to był kraj częściowo dziki. Obecnie nie brakuje jej wiele do północnej Europy.
Język hiszpański nie zalicza się do skomplikowanych. Jest podobny do portugalskiego, francuskiego, włoskiego. Jeśli ktoś mówi tymi językami to na sto procent nie będzie miał problemów z opanowaniem hiszpańskiego. Hiszpanie są bardzo sympatyczni i przychylni, co też ułatwia osobom wstydliwym rozmowę w języku obcym. Pomijając kwestie językowe generalnie mentalność Hiszpanów, otwartość, skłonność do zabawy są bardzo podobne do słowiańskiej, a więc bardzo nam Polakom odpowiadają.
Trzeba przyznać, że przez ostatnie kilkanaście lat, pomimo tego, że to w krajach postkomunistycznych miały miejsce zmiany ustrojowe, to właśnie w Hiszpanii zaszły przeogromne zmiany. Ja zresztą też się zmieniam. Kiedyś jedynym interesującym mnie asortymentem w marketach strefy wolnocłowej Valencji były aparaty. Z latami fotografia zpowszedniała, a pojawiły się nowe zainteresowania. W czasie ostatniego urlopu interesowały mnie już inne rzeczy (a strefy wolnocłowej już nie było).
Ze wszystkich wypraw do Hiszpanii największe piętno odcisnęła na mnie Sewilla. Z tego miasta, kiedyś portowego wyruszały wszystkie większe wyprawy na podbój Ameryki Południowej. Jest w tym mieście jakiś nastrój tych dawnych czasów. Jakby było słychać marsz żołnierzy i modlitwy przed podróżą odprawiane przez misjonarzy. Jednocześnie Sewilla to miasto nowoczesne - miasto Expo. Coś niesamowitego - wrażenia unikalne na skalę światową.